środa, 29 kwietnia 2009
Sprzedawca w małej firmie. Pracuje już od roku i powoli zaczyna odczuwać znużenie swoją pracą. Przegląda leniwie ogłoszenia, rozmawia na temat swoich obowiązków ze znajomymi i czuje, że coś musi jeszcze zrobić ze swoim życiem zawodowym. Programista. Świetnie sobie radzi z programowaniem w C++, ale w pracy wykorzystuje głównie Javę. Chciałby coś zmienić, czegoś nowego się nauczyć, ale brakuje mu pomysłu. Osoby zajmujące się określoną dziedziną często potrzebują zmiany, stymulacji, wskazówki, w którą stronę mogą podążyć, aby podnieść swoje kompetencje zawodowe, nie pozostawać w tyle za osobami z tej samej branży i po prostu, aby nie stać w miejscu. Inspiracji poszukują głównie w internecie, artykułach prasowych, na forach dyskusyjnych i w blogach. Opis pomysłu A gdyby stworzyć stronę, która pomaga określić ścieżkę podnoszenia własnych kompetencji zawodowych? Dla przykładu pracownik danego działu zobaczy listę umiejętności, które powinien posiąść wraz ze wskazówkami, gdzie znajdzie źródło wiedzy na ten temat (oczywiście idelanym rozwiązniem będą informacje dostępne za darmo lub za niewielką opłatą, a nie szkolenia o wartości kilkaset złotych). Serwis będzie rozwijany przez użytkowników, którzy sami będą definiować umiejętności i podsyłać źródła informacji, które pomogą w rozwijaniu danej kompetencji. Zarówno umiejętności, jak i wskazane sposoby na podnoszenie kwalifikacji będą oceniane przez innych użytkowników z tej samej branży. Dostęp do wszystkich informacji będzie uzależniony od wkładu i oceny tego wkładu przez innych.
niedziela, 22 marca 2009
Ile każdy z nas miał w swoim życiu bawełnianych koszulek, zwanych również T-shirt'ami? 50, 100, a może więcej... Po pewnym czasie taka koszulka, albo nam się nudzi, albo staje się za ciasna (co powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym, chyba że jeszcze jesteśmy w fazie dorastania), albo po prostu się zużywa. Tak więc przeciętny cykl życia koszulki wygląda następująco: a) na początku zmienia właściciela (rodzeństwo, kuzyni, inne osoby - poprzez wrzucenie koszulki do pojemnika na odzież dla ubogich) b) następnie taka koszulka zmienia przeznaczenie (najczęściej "awansuje" na zwykłą szmatę) c) i ostatecznie ląduje na śmietniku Skoro więc pozbywamy się tylu koszulek przez całe swoje życie, fajnie byłoby wydłużyć powyższą listę o kilka dodatkowych punktów. A wysypiska śmieci zapełniałyby się naszymi ubraniami trochę wolniej. Opis pomysłu Mogłyby istnieć punkty przetwarzania bawełnianej odzieży. I tak w pierwszym etapie nasze koszulki można byłoby przerobić np. na torby na zakupy. I byłyby to torby naprawdę ekologiczne, bo nie uruchamiałby dodatkowych procesów produkcyjnych (oprócz użycia maszyny do szycia i jednego cyklu prania w wysokiej temperaturze). Innym pomysłem jest przerobienie naszych bawełnianych T-shirt-ów na wypełnienie dla różnych przedmiotów (oczywiście to wymaga już oprócz uprzedniego wyprania, również rozdrobnienia, czy to przez pocięcie, czy też przez rozprucie). Wówczas nasze koszulki mogłyby po takim procesie posłużyć innym jako:
piątek, 20 lutego 2009
Gratuluję wszystkim, którzy ostatnio nie znaleźli się na przymusowym zwolnieniu lekarskim z powodu choroby. Zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i zapalenie ucha to trzy złowrogie słowa, które niedawno docierały do mnie ze wszystkich stron. A ponieważ jedna chora osoba w rodzinie częstuje swoimi mikrobami kolejnych domowników, więc dla niektórych siedzenie w domu przedłużyło się na dwa-trzy tygodnie. Oczywiście wraz z chorobą pojawiają się magiczne pigułki, zawiesiny, syropy i aerozole, które mają nam przynieść zdrowie, a przynajmniej ulgę. Ich przyjmowanie jest w miarę proste, jeśli serwujemy je dla siebie. Jeśli jednak do grona pacjentów dojdą np. małe dzieci, podawanie medykamentów może być nieco kłopotliwe. Tą tabletkę należy zażyć co 12 godzin. Ten syrop 3 razy dziennie do godziny 16. Leki osłonowe podajemy 4 godziny po antybiotyku. Krople do nosa przyjmujemy 5 dni, a antybiotyk np. 7 dób. Można się w tym wszystkim się pogubić, zwłaszcza, gdy wysoka temperatura miesza nam zmysły i pory roku ;-) Opis pomysłu Można sobie zrobić oczywiście rozpiskę na papierze / w arkuszu kalkulacyjnym, ale jest to dosyć kłopotliwe. Gdyby jednak istniał program, w którym moglibyśmy sobie sporządzić grafik przyjmowania leków, a następnie wydrukować go i wywiesić na lodówce w kuchni, mielibyśmy gwarancję, że nic nam nie umknęło. Program ten ułatwiłby nam wpisanie do grafiku następujących informacji:
A przy okazji dla tęgich matematycznych głów zagadka z życia wzięta: Jest pewien antybiotyk, pod postacią 10,6 g proszku do sporządzenia 70 ml zawiesiny. Niestety, ulotka tego leku zawiera (oprócz informacji jak sporządzić zawiesinę 70 ml) również informację, jak sporządzić zawiesinę dla dwa razy mniejszego opakowania 35 ml (którą przez pomyłkę zastosowałam). Tak więc zamiast do 10,6 g proszku dodać 64 ml wody, aby sporządzić zawiesinę 70 ml, dolałam 32 ml wody. Jak łatwo zauważyć powstała zawiesina o 2 razy większym stężeniu. Gdybym w tym momencie zorientowała się, że sporządziłam taką zawiesinę, wystarczyłoby dodać drugie 32 ml wody i stężenie byłoby OK. Ja niestety odlałam pierwszą dawkę leku 6 ml. I teraz pytanie. Ile powinnam dolać wody, aby sporządzić zawiesinę o prawidłowym stężeniu?
niedziela, 15 lutego 2009
Podstawą nauki języka są konwersacje. Znajomość gramatyki, słówek, umiejętność pisania i czytania w obcym języku są istotne, ale jeśli ktoś potrafi się po prostu dogadać to świat dla tej osoby stoi otworem. Swoje językowe umiejętności można sprawdzić: w szkołach języków obcych, podczas zagranicznych wojaży, w pubach i innych miejscach, w których przebywają cudzoziemcy. A może po prostu podczas wycieczek rowerowych? W Polsce jest coraz więcej punktów, w których zagraniczni turyści mogą wypożyczyć rower. Jest też wiele osób, które spędzają swój wolny czas na dwóch kółkach i czasami mają ochotę pojeździć w towarzystwie, a przy okazji podszkolić swoje językowe umiejętności. Musiałby jednak istnieć jakiś umowny system znaków, który pozwoliłby osobom poszukującym rowerowego przewodnika po mieście znaleźć osoby, które chętnie wcieliłyby się w taką rolę, o ile miałyby szanse pokonwersować np. po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, etc. Opis pomysłu Gdyby wypożyczalnie rowerów miały w wyposażeniu małe trójkątne flagi różnych krajów wraz z informacją w danym języku typu "Zostań moim przewodnikiem" (które można byłoby zamocować na rowerze), wówczas byłby to sygnał dla uczących się obcego języka, że jest okazja konwersacji w danym języku w zamian za pokazanie miejscowych atrakcji na dwóch kółkach. Oczywiście przed wdrożeniem tego sytemu przydałaby się porządna kampania informacyjna.
czwartek, 29 stycznia 2009
Małe pieski są takie rozkoszne. To samo z kotkami, króliczkami, chomikami. Przechodząc koło sklepu zoologicznego, aż chce się wziąć takie malutkie zwierzątko ze sobą. A może kupić zwierzaczka na prezent: złota rybka, niezgrabny żółw, świnka morska. Na pewno ucieszy obdarowanego. Niestety, decyzja o zakupie zwierząt jest często mało przemyślana. Ocenia się zazwyczaj ich urodę, gładzi milutkie futerko, przytula do policzka i już się wie, że takie zwierzątko zamieszka z nami. Po pewnym czasie poranne wstawanie na spacery już nie jest takie urocze (szczególnie, gdy na zewnątrz jest mróz lub jesienna słota). I dlaczego te zwierzaki tak chorują? Do codziennych zakupów żywnościowych dochodzą nam nowe artykuły, a już prawdziwym problemem są wakacje. Dziadkowie mają alergię na psy, znajoma ma małe dziecko. Kto się zaopiekuje niemałym już kotkiem, kiedy trafiła się wspaniała okazja wyjazdu do Egiptu za pół ceny. Opis pomysłu O zakupie zwierzątka decydujemy się najczęściej po naciskach ze strony dzieci. Najpierw są obietnice, że podołają obowiązkom związanym z opieką nad zwierzęciem, a potem, trudno jest zmusić dziecko do wyjścia na codzienny spacer np. z psem. W decyzji o zakupie może pomóc program edukacyjny dla dzieci i ich rodziców. W programie tym, po wyborze upragnionego zwierzątka, dziecko uczy się systematycznej opieki nad nim. Musi więc wstawać codziennie rano np. przez miesiąc i chodzić na wirtualny spacery. Następnie przygotowywać wirtualne posiłki, chodzić do wirtualnego weterynarza, poświęcać codziennie jakiś czas na zabawy, sprzątanie kuwety, czy też akwarium. Program ten, aby spełniał swoją rolę, nie może być atrakcyjną grą komputerową, ale powinien uczyć wykonywania pewnych systematycznych czynności. Teraz czas na rodziców. W panelu dla opiekunów wpiszą oni przewidywany miesięczny i roczny koszt utrzymania zwierzęcia. Ponadto określą dokładnie, kto się zajmie psem w czasie wyjazdów na wakacje, kto będzie chodził do weterynarza, itp. Po np. miesięcznym użytkowaniu programu, zostanie dzieciom wystawiona ocena z gotowości do opieki nad psem, kotem, świnką, a rodzice otrzymają informację, czy ich przewidywania finansowe i inne aspekty związane utrzymaniem zwierzęcia są bliskie prawdy.
sobota, 24 stycznia 2009
Choinka - zdobiła nasze mieszkanie przez całe święta, kołysały się na niej kolorowe ozdoby i świeciły uroczo lampki. Co jednak z taką choinką zrobić po świętach? Zanim przejdę do tego tematu, chciałabym bardzo, bardzo serdecznie podziękować tym, którzy oddali głos na mojego bloga w konkursie "Blog Roku 2008". Dzięki Waszym głosom (zagłosowało łącznie 68 osób), "Wylęgarnia Pomysłów" przeszła do trzeciego etapu konkursu, w którym blogi zostaną ocenione przez jurorów. Powracając do choinkowego tematu, to zakup choinki w doniczce kosztuje około 40-50 zł. To niemało. Po świętach na naszym drzewku wciąż jest dużo igieł i nie bardzo wiemy co z nią zrobić. Opis pomysłu A gdyby znalazł się ktoś, kto będzie jeździł samochodem po Nowym Roku i zbierał takie choinki. Informacje o zbiórce choinek można byłoby otrzymywać przy zakupie świątecznego drzewka. Mogłyby one po okresie przejściowym np. w jakiejś opuszczonej szklarni, trafić z powrotem do ziemi z nadzieją, że odżyją i będą mogły wrócić do naszych domów za rok?
sobota, 17 stycznia 2009
Przyznam szczerze, że część tego pomysłu podpatrzyłam u kolegi (znakomitego zresztą kucharza :)) i nie widzę przeszkód, aby wprowadzić go na większą skalę. Gotowanie bywa przyjemne, jeśli posiada się odrobinę talentu kulinarnego i dobre chęci. Potrzebny jest również niezbyt napięty kalendarz zawodowy i od czasu do czasu pochwała smakosza, który zachwyci się naszą polędwiczką w ziołach, kaczką po prowansalsku lub pieczonymi figami z cynamonem. Mieszkając z rodziną, gotowanie w domu ma sens i ekonomiczny (zawsze będzie taniej) i społeczny (przecież najciekawsze dyskusje prowadzi się właśnie przy stole). Kiedy jednak mieszka się w pojedynkę lub prowadzi się bardzo intensywne życie zawodowe motywacja do gotowania może być różna. Opis pomysłu Rozwiązaniem będzie strona internetowa, dzięki której będą się mogły poznać, a następnie spotkać osoby: - szukające towarzystwa do wspólnego gotowania - lubiące kuchnię domową, które chętnie kupią składniki na potrawę, jeśli ktoś tą potrawę dla nich ugotuje Na stronie tej użytkownicy będą mogli zamieszczać ogłoszenia typu: "Cielęcina duszona w sosie pomidorowym - zapraszam na wspólne gotowanie w najbliższą sobotę w Krakowie" lub "Kupię składniki na sushi - szukam eksperta, który potrafi je przyrządzić". Strona taka będzie sposobem na spotkanie i wymianę doświadczeń z innymi miłośnikami dobrej kuchni, a także opcją dla samotnych osób lubiących zjeść w dobrym towarzystwie.
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Urządzając dom, mieszkanie, a może nawet biuro - dużo czasu poświęcamy wizytom w sklepach z meblami i materiałami do dekoracji wnętrz. I czasami nasze poszukiwania wymarzonego fotela, zasłonki, czy też dywanu kończą się zakupem przedmiotu, który nie jest do końca taki, jaki sobie wymarzyliśmy. Opis pomysłu A gdyby tak istniał punkt, w którym na zamówienie zrobimy wzór każdej wymyślonej przez nas tkaniny: możemy użyć do pomocy zdjęcia, obrazu lub grafiki. Wybrany przez nas deseń mógłby zostać przeniesiony na dowolny materiał od jedwabiu, poprzez tkaniny na zasłonki i materiały obiciowe (używane do tapicerowania mebli takich jak: fotele, kanapy, krzesła), aż do...dywanów. A może warto pójść dalej i tej samej techniki użyć do produkcji przedmiotów z papieru, np. tapet? Wówczas (jeśli oczywiście mamy poczucie estetyki i piękna lub korzystamy z pomocy zdolnego dekoratora wnętrz) nasz dom będzie naprawdę tym wymarzonym.
piątek, 02 stycznia 2009
Podróżowanie staje się coraz bardziej uciążliwe. Czas spędzony w korku przemieszczając się z punktu A do B zaliczam do wybitnie straconych. Jednak najwięcej emocji wywołują u mnie piraci drogowi. Wyprzedzają na podwójnej ciągłej, wjeżdżają na lewy pas przed wzniesieniem, gwałtownie zajeżdżają drogę, ignorują czerwone światło. Gdyby te wszystkie manewry miały negatywny skutek tylko dla nich to połowa biedy. Najczęściej jednak powodują wypadki, w których ofiarami są niewinni ludzie. Jedną z nich była niestety moja najbliższa przyjaciółka :-(. I kiedy po raz kolejny wyprzedza mnie taki samochód czuję zwykłą bezsilność. Jak z nimi walczyć? Opis pomysłu To pierwszy pomysł w kategorii science fiction. Chociaż to, co jest niemożliwe lub niezwykle kosztowne w realizacji w tym momencie, za kilka lat może być banalnie proste. Przypuszczam, że w niedługim czasie wszystkie samochody będą identyfikowane przez systemy satelitarne (osobiście nie podoba mi się ta idea, ale obawiam się, że może to być nieuniknione). Elektroniczny numer pojazdu może stać się wkróce standardową informacją umieszczoną w dowodzie rejestracyjnym (też elektronicznym). Kiedy po raz kolejny padniemy ofiarami pirata drogowego, będzie możliwość sczytanie numeru rejestracji za pomocą czytnika, a następnie wysłania do specjalnego systemu nawigacji satelitarnej z oznaczeniem "niebezpieczny dla innych użytkowników drogi" (taką możliwość będą mieli również piesi). Samochód, który otrzyma np. 10 zgłoszeń o stworzeniu zagrożenia dla życia dla innych (informacje te nie będą oczywiście wysyłane anonimowo, aby ograniczyć nadużycia), będzie obserwowany przez satelitę, na elektronicznej mapie drogowej. Mapa ta będzie zawierać nie tylko informacje o miastach, drogach, budynkach, ale również będzie miała naniesione znaki i oznaczenia drogowe. Jeśli samochód pirata będzie w dalszym ciągu narażał innych na niebezpieczeństwo, zainterweniuje drogówka. To tylko ogólny schemat działania. Oczywiście kluczowe pytanie przed jego wdrożeniem brzmi: co zrobić, aby uniknąć niepotrzebnego inwigilowania ludzi, a jednocześnie wyeliminować z dróg tych, którzy nigdy nie powinni zasiąść za kierownicą.
piątek, 19 grudnia 2008
Istnieje pewna firma, która jest na ustach wszystkich, zwłaszcza przed świętami. I mimo tak silnego potencjału marketingowego (wszak "Nieważne jak się mówi, ważne że się mówi") wciąż jest dla przeciętnego Polaka synonimem fatalnie prowadzonego przedsiębiorstwa. Gdyby istniały urządzenia o nazwie cierpliwometr, zainstalowany na poczcie wskazywałby krytyczne wartości praktycznie przez cały czas. Ponieważ przeciętnie stoję w kolejce w Urzędzie Pocztowym od 20 do 40 minut, miałam już nie raz okazję poobserwować jej funkcjonowanie. I oto znalazłam kilka sposobów na usprawnienie. Otóż najdłużej stoję w kolejce po odbiór przesyłki. I zawsze obserwuję tą samą procedurę. Pani o zmęczonym wyrazie twarzy bierze ode mnie awizo. Sprawdza pierwszy koszyczek z listami poleconymi. Nie ma. Sprawdza drugi koszyczek z listami sądowymi. Nie ma. Sprawdza trzeci koszyczek z innymi pismami urzędowymi. Nie ma. Pyta mnie czy to ma być paczka. Jeśli odpowiadam twierdząco (bo akurat się orientuję) staram się opisać wielkość paczki. Pani z pocztowego okienka sprawdza po kolei paczki na pierwszej półce, drugiej i trzeciej. Potem kolej na paczki piętrzące się na podłodze. Nie ma. W międzyczasie pojawiają się komentarze osób z kolejki. Pani znika na zapleczu. Nie ma jej średnio 2 minuty. Wraca i jeszcze raz sprawdza koszyczki z listami. Potem paczki ... i wreszcie znajduje! Opis pomysłu Jak zauważyłam największy problem stanowi słabe opisanie przesyłki przez osobę dostarczającą awizo. Dlatego na użytek Poczty Polskiej wymyśliłam orientacyjny system kodów porozumiewania się pomiędzy pracownikami na poczcie, a listonoszami (bo na wdrożenie bardziej zaawansowanych systemów to już straciłam nadzieję). Kod będzie się składał z 3 pól: 1/2/3/ 1. Rodzaj przesyłki: S-sądowa, U-urzędowa, W-wartościowa, LP-list polecony, PACZ-paczka 2. Wielkość:
3. Kolor: b-biały, sz-szary, itp. I tak, jeśli na awizo listonosz napisze PACZ/XXL/sz - od razu będzie wiadomo, że trzeba szukać mega paki w szarym kolorze, a nie przeszukiwać maleńkie koszyczki z listami. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Fotoblogi i Blogi
Pomysły na ślub i wesele
|